
Polska eksportuje żywność o wartości kilkudziesięciu miliardów złotych rocznie i od lat należy do europejskiej czołówki w tym obszarze. Niemcy, Francja, Holandia, kraje skandynawskie — to główne kierunki polskiego eksportu spożywczego. I właśnie na tych rynkach IFS Food nie jest certyfikatem, który warto mieć. Jest warunkiem, bez którego rozmowa z siecią handlową się nie zaczyna.
Standard IFS Food powstał z inicjatywy niemieckich i francuskich sieci handlowych, które potrzebowały jednolitego narzędzia do oceny dostawców żywności. Stąd jego dominacja właśnie w Niemczech, Francji, Austrii i krajach Beneluksu — to rynki, na których IFS jest nie tyle preferowany co wymagany przez większość liczących się graczy.
Sieci takie jak Rewe, Edeka, Aldi, Lidl, Carrefour czy E.Leclerc mają własne polityki zakupowe, które wymagają od dostawców certyfikacji uznanej przez GFSI — Globalną Inicjatywę Bezpieczeństwa Żywności. IFS Food spełnia ten wymóg. Producent bez certyfikatu GFSI — a IFS jest jednym z najszerzej uznawanych w Europie — nie jest rozpatrywany jako potencjalny dostawca, niezależnie od jakości swojego produktu.
Polskie sieci handlowe coraz częściej same wymagają IFS od dostawców — ale poziom tej presji jest wciąż niższy niż na zachodnich rynkach. Firma, która sprzedaje wyłącznie w Polsce, może funkcjonować bez certyfikatu IFS, opierając się na HACCP i dobrej reputacji. Firma, która chce wejść do Rewe lub Carrefoura, nie ma takiego wyboru.
Różnica polega też na podejściu do weryfikacji dostawcy. Zachodnioeuropejskie sieci handlowe mają rozbudowane działy jakości, które aktywnie weryfikują certyfikację swoich dostawców — nie tylko przy pierwszym kontrakcie, lecz przy każdym odnowieniu współpracy. Utrata certyfikatu IFS przez polskiego dostawcę oznacza automatyczne zawieszenie dostaw do czasu przywrócenia certyfikacji. To ryzyko, które firmy eksportujące biorą pod uwagę i które sprawia, że traktują utrzymanie certyfikatu z należytą powagą.

Poza bezpośrednią współpracą z sieciami IFS Food ma istotne znaczenie w rozmowach z importerami i dystrybutorami, którzy pośredniczą w dostępie do zagranicznych rynków. Zagraniczny dystrybutor żywności, który sam obsługuje sieci handlowe z wymaganiami IFS, nie może sobie pozwolić na wprowadzenie do swojego portfolio producenta bez certyfikatu. Ryzykowałby własną pozycją u swoich klientów.
Dla polskiego producenta planującego ekspansję zagraniczną IFS Food jest więc argumentem, który działa na dwóch poziomach: otwiera bezpośredni dostęp do sieci i czyni firmę atrakcyjnym partnerem dla dystrybutorów, którzy sami działają w certyfikowanym środowisku.
Warto też pamiętać, że na rynkach skandynawskich, gdzie standardy bezpieczeństwa żywności i wymagania wobec dostawców są wyjątkowo rygorystyczne, IFS Food bywa punktem wejścia do dalszych, bardziej szczegółowych wymagań lokalnych sieci. Firma, która ma IFS, jest postrzegana jako partner gotowy do podjęcia tych wymagań. Firma bez certyfikatu — jako partner wymagający zbyt dużego nakładu pracy weryfikacyjnej.