
Wiele organizacji podchodzi do NIS2 w sposób przyspieszony i fragmentaryczny. Presja czasu i niepewność co do wymagań sprawiają, że działania skupiają się na szybkim „zamknięciu tematu”, zamiast na zbudowaniu spójnego systemu bezpieczeństwa. Efektem takiego podejścia są rozwiązania, które wyglądają poprawnie na poziomie ogólnym, ale nie wytrzymują konfrontacji z audytem lub realnym incydentem. Najczęściej problem nie wynika z braku działań, lecz z ich niepełnego lub niekonsekwentnego charakteru.
Jednym z najczęstszych błędów jest ograniczenie NIS2 do obszaru IT. Firmy koncentrują się na narzędziach takich jak firewall, systemy monitoringu czy backupy, zakładając, że technologia rozwiązuje problem zgodności.
Tymczasem NIS2 obejmuje znacznie szerszy zakres – od zarządzania ryzykiem, przez procedury wewnętrzne, aż po odpowiedzialność zarządu i współpracę z dostawcami. Brak powiązania tych elementów powoduje, że organizacja może mieć rozbudowane zabezpieczenia techniczne, ale jednocześnie nie posiadać spójnych zasad działania w sytuacjach kryzysowych. W takich przypadkach często brakuje jasno określonych ról, procedur decyzyjnych oraz mechanizmów kontroli ryzyka. To właśnie te obszary są najczęściej weryfikowane podczas audytów.

Kolejnym problemem jest przekonanie, że zakup lub instalacja określonych systemów automatycznie zapewnia zgodność z wymaganiami. Organizacje inwestują w technologie, ale nie budują wokół nich spójnego procesu zarządzania bezpieczeństwem.
NIS2 opiera się na ciągłym cyklu zarządzania ryzykiem: identyfikacji zagrożeń, ich ocenie, wdrażaniu zabezpieczeń, monitorowaniu oraz doskonaleniu. Same narzędzia nie realizują tego cyklu — mogą jedynie go wspierać.
Brak procesu powoduje, że nawet dobrze dobrane rozwiązania nie są w pełni wykorzystywane. Systemy generują alerty, które nie są analizowane, backupy nie są testowane, a procedury pozostają nieaktualne lub nieznane pracownikom. W efekcie organizacja może sprawiać wrażenie zabezpieczonej, ale nie jest przygotowana na rzeczywisty incydent.
Istotnym obszarem, który często jest pomijany, jest bezpieczeństwo łańcucha dostaw. NIS2 rozszerza odpowiedzialność organizacji również na podmioty zewnętrzne, które mają wpływ na systemy, dane lub ciągłość działania. Dotyczy to między innymi dostawców usług IT, rozwiązań chmurowych, firm outsourcingowych oraz innych partnerów biznesowych. Każdy z nich może stanowić potencjalne źródło ryzyka.
W wielu firmach brakuje formalnej oceny dostawców pod kątem bezpieczeństwa. Wybór partnerów opiera się często na kryteriach biznesowych, bez analizy ich dojrzałości w zakresie cyberbezpieczeństwa. Dodatkowo rzadko stosuje się mechanizmy regularnej weryfikacji poziomu ryzyka w trakcie współpracy. To powoduje powstawanie luk, które nie są widoczne wewnątrz organizacji, ale mogą mieć bezpośredni wpływ na jej bezpieczeństwo.
Ostatnim istotnym błędem jest traktowanie działań związanych z NIS2 jako zamkniętego etapu. Firmy często wprowadzają zmiany organizacyjne i techniczne, ale nie utrzymują ich w czasie. Z czasem brakuje aktualizacji procedur, testów ich działania oraz dowodów na ich skuteczność. Tymczasem z perspektywy audytu kluczowe znaczenie ma nie tylko to, czy rozwiązania istnieją, ale czy są stosowane i kontrolowane w sposób ciągły.
W wielu przypadkach problemem nie jest brak zabezpieczeń, lecz brak możliwości wykazania ich działania. To znacząco zwiększa ryzyko zakwestionowania zgodności podczas kontroli. NIS2 wymaga podejścia procesowego, w którym bezpieczeństwo jest regularnie weryfikowane i dostosowywane do zmieniających się zagrożeń.
Najczęstsze problemy związane z NIS2 nie wynikają z braku działań, ale z ich fragmentaryczności. Organizacje często koncentrują się na wybranych elementach – technologii, procedurach lub dokumentacji – zamiast budować spójny system zarządzania ryzykiem. Takie podejście prowadzi do sytuacji, w której formalnie wiele elementów jest obecnych, ale w rzeczywistości nie tworzą one funkcjonalnej całości. Skuteczne podejście do NIS2 wymaga przede wszystkim konsekwencji, spójności i ciągłości działań.